MarUla – tak się nazywa

Pływam. A raczej pływamy.
Latem, jesienią i wiosną.

Mam do jachtu w miarę blisko. W piątek wyjeżdżam późnym wieczorem, po korkach, jestem o 21:25 w marinie. Idealnie, aby w sobotę oddać rano cumy, pokołysać się, popływać, ponudzić się. Oczywiście z żoną. Chyba to polubiła.
Ja natomiast polubiłem panele słoneczne, to jest chyba, a raczej na pewno, nasza przyszłość. Kabla 230V w 2019 nie używałem. Razem mam 140W. Ładują aż miło. Co prawda trochę eksperymentalnie, jeszcze mam bałagan z kablami, ale ładują.

Zimą nie pływamy, łódka na brzegu schnie i pokazuje gdzie ją coś boli. Odpoczywa. Na przyczepie. Targana orkanami i huraganami nie wiedzieć czemu nazywanymi imionami kobiet. W tym roku stara plandeka idzie na wymianę, po trzech latach drze się jak stare prześcieradło. Taśmy, zwanej lasso taśmą,  niedługo zabraknie. 
Przed nowym sezonem muszę wyjąć miecz i przy okazji pomalować. Dlaczego wyjąć? Otóż. W październiku 2019 podczas opuszczania miecza przydarzyła się sytuacja z tych nieprzewidywalnych. W trakcie luzowania fału miecza usłyszałem, że nie może dalej, jakiś opór, i miecz nie idzie w dół. Bez miecza mogę pływać, bo mam falszkil, ale zawsze miecz się przydaje. Okazało się, że zaciągnąłem do skrzynki mieczowej jakiś pływający przedmiot, który okazał się śrubokrętem gwiazdkowym. Podejrzewając jakąś kontrabandę, po wyciągnięciu wrzuciłem go od razu do wody i rzeczywiście, pływa. Niesamowite.  Śrubokręt ? Efekt był taki, że nie mogłem pod koniec sezonu opuścić miecza, szekle się powyginały. Zostawiłem temat do wiosny i oto ona nadchodzi.

Mazury w 2019 roku zaliczone po raz kolejny w tym samym okresie co w poprzednich latach. Było wreszcie zimniej, chłodniej – dla mnie lepiej, dla żony mniej. Ogólnie lubię tam żeglować. Odkryłem w tym roku j.Tałty. Jest piękne. Duże i głębokie z pięknymi zatoczkami. Odkryłem też, że ktoś chce zrobić tam autostradę w miejscu gdzie łączy się z jeziorem ryńskim !!! Jakieś fantasmagorię, mam nadzieję. Nie wyobrażam sobie, aby przez jezioro szła autostrada na wysokich pylonach. Z Tira’mi.

Jak już jestem w temacie smrodu spalin. Na Mazurach przeraża mnie ogrom dużych motorówek (nie mylić z powolnymi i poczciwymi housboat’ami). Robią fale, które powodują erozję brzegów.  Nie mówię już, że przeszkadzają zjeść późny obiad lub kolację. Dlaczego one muszą akurat tutaj pływać? Zatoka gdańska jest większa, jezioro Dąbie, zatoka szczecińska, cały Bałtyk. Nie można zamknąć strefy dozwolonej dla tych potworów tylko na j.mikołajskim od hotelu Gołębiewski do rzeczki na Śniardwach? Dalej szlaban. Gadałem kiedyś z takim od dużej motorówki w knajpie i powiedział mi, że najważniejszy jest „pokaz”, „szpan”, „bliski przejazd” przy żeglarzach, a kto ma lepszą i większą i czym bliżej ją (motorówkę) widać, tym lepiej. Zrozumiałem.. 😦 .., ale nie akceptuję. To mnie trochę zniechęca do ponownego powrotu na Mazury. W tym roku jadę tam z Marulą chyba po raz ostatni. Głównie ze względu na znajomych, którzy zrobili „patent dla dorosłych” i po raz pierwszy samodzielnie będą prowadzić jacht. Trzymam kciuki i będę robił przez tydzień za asystę.

Także nowy cel eksploracji na rok 2021 to Zalew Szczeciński (po angielski Szczecin Lagoon) i okolice po stronie dawnego NRD 😉 Taki przynajmniej mam plan.

Na końcu nie mogę nie wspomnieć o ważnym dla mnie wydarzeniu. Mianowicie mój dobry znajomy, tak jak Ja szkutnik-amator, zakończył swój projekt budowy od podstaw sklejkowego catboat’a z dużą ilością drewna i wodował się po raz pierwszy w mojej marinie. Projekt dlatego bliski memu sercu, bo nasze stocznie były 10 minut drogi od siebie i często się odwiedzaliśmy. Łódka pływa jak szalona na co dowód w postaci poniższego filmiku. Zazdroszczę mu, że jest już na emeryturze i może żeglować od maja do pierwszych przymrozków… ehhh, mam nadzieję, że Marula wytrzyma do mojej emerytury 😉 .