MarUla – tak się będzie nazywać cz. 50 prace wykończeniowe cd..

Wpis numer pięćdziesiąt.

Właśnie minął 5 rok budowy… (brzmi jak z Odysei Kosmicznej 😉 ).

Ostateczny, nieprzekraczalny termin wodowania to 1 czerwca przyszłego roku. Jeżeli uda się wcześniej dotknąć wody będzie ok, ale nie spinam się.

Po pokładzie przyszedł czas na drewniane odbojnice. Wykonałem je z 3-metrowej listwy dębowej nadając odpowiednie zaokrąglenie. Przed przyklejeniem zamontowałem wantowniki, których część będzie schowana pod listwą. Otwory tradycyjnie zaślepiłem kołkami fi-10. Potem żmudne szlifowanie.

Odważyłem się wreszcie zrobić trzy dziury na bulaje 🙂 Uff, jakoś się udało. Ramki i okna pasują idealnie. Na razie ich nie przyklejam, na to przyjdzie czas na samym końcu.

Reszta na zdjęciach.

Z tematów nieszkutniczych.

Przyszedł czas na wakacje, które po powrocie nazwałem „odpoczynkiem w piekarniku bez termoobiegu marki Kreta”. Szczerze powiem, że obiecywałem sobie więcej po tej wyspie. To, że będzie gorąco, było do przewidzenia. Natomiast zwiedzać można tylko jakieś kamienie, które włoscy archeolodzy próbują zrekonstruować od 130 lat (Gortyna, Fajstos, Aptera)…. Jak to Włosi 🙂 . Widoki owszem, piękne, ale nasze Bieszczady ładniejsze. Nie poczułem generalnie żadnego lokalnego klimatu. Wszystko co jest opisane w przewodnikach to 90% bujda. Chyba pisze je ktoś zatrudniony przez biura turystyczne. Żony zadowolone, bo mogły w pracy pokazać opaleniznę w kolorze chleba razowego. 😉 Dla dzieciaków też frajda, bo i basen, i ciepłe morze, snurkowanie i prażony piasek, po którym nie da się chodzić. Ponadto straszna drożyzna nastawiona na bogatych Skandynawów. Wśród moich wakacji Kreta zajmuje ostatnie miejsce razem z polskim morzem. Generalnie na pewno tam nie wrócę, chyba, że na jachcie w czerwcu lub we wrześniu. Były także sukcesy, do których zaliczyć mogę przełamanie się małżonki do jazdy skuterem !!!! Po ciasnych uliczkach Chani Warszawa to pikuś, Pan Pikuś. 🙂

 

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 49 prace wykończeniowe cd..

Laminowanie pokładu nastąpiło w idealny, chłodny dzień 23 czerwca 🙂 Nie przypuszczałem, że w czerwcu pod wieczór może być 10-11°C !! Za to w stoczni było idealne 19°C.

Jak zwykle do laminowania potrzeba min. 2 osoby i w związku z tym jak co wtorek Marcyś zawitał do stoczni do pomocy. Także laminowanie przebiegło spokojnie, bez biegania i stresu (dobra temperatura, pomocnik no i plan). Najpierw wszystko dokładnie odkurzyliśmy i odtłuściliśmy. Przymierzyliśmy tkaninę na zakładkę i przymocowaliśmy taśmami. Postanowiliśmy nie zdejmować położonej już tkaniny, tylko od razu laminować zaczynając od dziobu. Ja rozrabiałem żywicę (Epidian 601+IDA) po 200-250 wag., Marcyś przesączał ją plastikową szeroką packą, Ja latałem z metalowym wałkiem w poszukiwaniu bąbli/bąbelków („Gdzie jest Nemo” ? ) 😉 Nowością było zastosowanie delaminażu przy użyciu specjalnej maty, która z angielska nazywa się „peel ply”. Nakłada się ją dopiero po dokładnym wywałkowaniu, mocno naciąga i znowu wałkuje. Cel – zebranie przez nią nadmiaru żywicy. Skończyliśmy o 1 w nocy, czyli równe 6 godzin pracy na ok. 9 m² powierzchni. Po wyschnięciu po 24 godzinach zerwałem delaminaż. Wyszło idealnie. Twarde jak cement. 🙂 Odkurzyłem i położyłem pierwszą warstwę szpachli epoksydowej tam gdzie „sztuka cierpiała”, ale naprawdę niewiele. Po wyschnięciu szpachli pomalowałem białym Epinoxem 54. Po wyschnięciu delikatne szlifowanie papierem 150, które ukazało miejsca, gdzie dalej szpachlować. Operację powtórzyłem 3 razy i efekt był wg mnie zadowalający. Następnie jedna warstwa białem Olivy poliuretanowej. Ostatecznie pokład będzie pomalowany jeszcze jedną warstwą poliuretanu z dodatkiem proszka antypoślizgowego, ale to już na samym końcu. Kolejny ważny krok za mną.

W kwestiach formalnych, zarejestrowałem Marulę. Bardzo sympatyczny Pan w WOZŻ wszystko załatwił od ręki.

No  i ostatnia duża rzecz, mianowicie przywiozłem z Radomia zamówiony maszt. Jest to jedyna rzecz z drewna, której postanowiłem sam nie robić. Materiał, który mam na maszt, na pewno wykorzystam jak Marula wyjedzie ze stoczni i będę miał więcej miejsca – drugi maszt powinien być zawsze w zapasie, chociaż wolałbym, aby się nigdy nie przydał.

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 48 prace wykończeniowe cd..

Podłączyłem odpływy do przejść burtowych razem z zaworami zwrotnymi, zamontowałem na stałe zbiornik paliwa i generalnie lewa bakista jest już na gotowo. Zrobiłem w ramach wolnej chwili tzw. „grzebień do refowania” (nie znam polskiej nazwy na to) montowany na bom. Dopasowałem i przykleiłem podłogę w kokpicie. Zamontowałem sztorcklapę. Uporałem się wreszcie z odpływami wody spod klapy bakist. Co tu więcej pisać, reszta na zdjęciach. 😉

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 47 prace wykończeniowe cd..

Dalsze prace wykończeniowe. Tym razem mniej pisania, więcej zdjęć. Fajne jest to, że wiele rzeczy mam przygotowanych i czekają na swoją kolejność. Staram się dla odmiany podpisywać większość zdjęć.

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 46 prace wykończeniowe cd..

Na początku marca otworzyłem stocznie. Przywiozłem z piwnicy wszystkie farby, kleje, żywice i narzędzia. Ułożyłem sobie plan na kolejne 3 miesiące i zgodnie z planem ruszyłem.

1. Wzmocnienie i jednocześnie inspekcja skrzynki mieczowej w miejscu, gdzie będzie przechodził 20 mm „kwaśny” sworzeń, na którym będzie wisiał miecz. Wzmocnienie to 10 mm sapeli i wytoczony mosiądz, reszta na zdjęciach.

2. Okucia masztowe – mocowanie drewnianego bomu do masztu (ang. gooseneck) zrobiłem wg poniższego rysunku z 4 mm nierdzewki i rur różnej średnicy. Wantowniki tak samo.

3. Bom, gafel – 4,5 metra każdy. Bom, pełny, skleiłem epoksydem z dwóch klocków 63×65  po 3 m długości każdy na zakładkę 70 cm bez śrub przy użyciu tylko drewnianych kołków fi-10, zobaczymy jak się to sprawdzi. Gafel udało mi się skleić z jednej długości, z trzech warstw, przy czym gafel, dla zaoszczędzenia masy, jest w środku na 2/3 długości pusty.

4. Wykańczanie listwami dębowymi w kokpicie. Najpierw listwy namoczyłem gorącymi szmatami bo nie chciały tak łatwo się same z siebie dogiąć. Następnie tam gdzie mają być docelowo, pozostawiłem przykręcone ściskami. Nawierciłem otwory. Po tygodniu nawet nie musiałem mocno ich dociskać. Klej, śruby, dębowe zaślepki fi-10 i kolejny etap za mną.










MarUla – tak się będzie nazywać cz. 45 prace wykończeniowe cd..

Generalnie prace mocno spowolniły, ale wiadomo, zima… Skończyłem pokrywy bakist, pozostaje jeszcze kwestia bocznych odpływów, bo tylny odpływ (ten przy zawiasach) jest już zrobiony. Jeszcze muszę przemyśleć, jak to najlepiej zrobić, w projekcie jest to dość lakonicznie potraktowane. Wróciłem z pracami do kabiny. Z resztek rufy zrobiłem stopień do wchodzenia. Powoli kończę też podłogę, zwykła sklejka 12 mm. Wykończyłem okolice skrzynki mieczowej, wzmocniłem miejsce gdzie będzie sworzeń trzymający miecz. Zamówiłem ramki do okien, będą z drewna. Myślałem na początku o ramkach z nierdzewki, ale ich koszt mnie przerósł. No i zacząłem przymiarki balastu. 🙂 Najpierw jakoś musiałem te 200 kg wtargać po łódkę. Potem kilka razy góra-dół celem leciutkich poprawek. Potem wiercenie otworów i niestety czekanie na cieplejsze dni, bo Sikaflex potrzebuję minimum te 10C.

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 44 prace wykończeniowe cd..

Mimo późnej jesieni prace trwają nadal. Ostatnio zaplanowałem jechać do stoczni, aby posprzątać i wszystko co wrażliwe na mrozy, powywozić, a tu 12C, słoneczko i aż żal czegoś nie porobić. Zrobiłem podstawy pod drewniane knagi do szotów foka oraz podstawy pod knagi samozaciskające pod szoty grota. Trochę, ale nieznacznie odszedłem od projektu z ich położeniem, siadając chyba ze 100 razy z rumplem w ręku i zastanawiając się, jak będzie mi najwygodniej sięgać po szoty. Po narysowaniu wielu linii ołówkiem znalazłem „złoty środek” (przynajmniej tak mi się wydaje), zmierzyłem, wyciąłem odpowiedniej długości deski z sapeli, na grubościówce odpowiednio je pocieniłem i skleiłem w całość, aby wyglądały jak jeden drewniany blok. Reszta tradycyjnie na zdjęciach.

 

 

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 43 prace wykończeniowe cd..

Znów piękny październikowy dzień, temperatura i wilgotność odpowiednia, więc najlepszy czas, aby okleić ścianki nadbudówki obłogami. Zakupiłem bardzo ładne, grube na 1,5 mm, długie na 2,5 m i szerokie na 60 cm obłogi Sapeli w sklepie Serwis Drzewny w Ożarowie Mazowieckim. Naprawdę niezły wybór. Kilka dni wcześniej dokładnie wyczyściłem i zagruntowałem sklejkę, na której te obłogi się znalazły. Z narzędzi nieodzowny jest nożyk do tapet, metalowa linijka i kawałek dłuższej sklejki jako podkład do cięcia. Oczywiście potrzebne są też ściski 🙂 Nasmarowałem żywicą obie strony – sklejkę i obłóg. Następnie wszystko docisnąłem kawałkami sklejki owiniętymi dokładnie folią. Tam gdzie nie sięgały zaciski użyłem rozporów drewnianych, bo ścianę mam dość blisko od burty 🙂 . Po wyschnięciu nadmiar obłogów i wycieki żywicy usunąłem moim ulubionym narzędziem wielofunkcyjnym Boscha. Teraz czas na przeszlifowanie i drobne poprawki na łączeniu. Reszta na zdjęciach.

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 42 prace wykończeniowe cd..

Skończyłem kokpit… Zarówno siedziska jak i podłogę kokpitu wylaminowałem tkaniną 200. Tym razem użyłem innego Epidianu i utwardzacza, ponieważ wg mnie do sklejki potrzebna jest żywica dość rzadka, czyli Epidian 6011 i utwardzacz IDA – proporcja wagowa 100/50 (brak polepu tak jak przy Z1). Najpierw nanoszę na sklejkę wałkiem pierwszą warstwę żywicy. Pozostawiam do wyschnięcia na następny dzień. Delikatnie szlifuję papierem 240. Następnie ponownie nanoszę wałkiem drugą warstwę żywicy, na to kładę wcześniej przygotowane szablony z tkaniny i standardowo przesączam. Efekt – brak malutkich bąbelków, które na 100% zawsze pojawią się, gdy laminujemy na sucho, tylko przesączając. Sprawdzałem empirycznie, nawet metalowe wałki nie pomagają. Stwierdziłem ponadto, że lepiej używać tej żywicy do sklejki zamiast podkładu Epinoxu, szybciej schnie i dobrze nasącza sklejkę. Pokrywy bakist zrobiłem tą metodą i jestem bardzo zadowolony. Gotowy laminat pociągnąłem dwuskładnikową białą farbą epoksydową jako podkład, aby łatwiej było widać nierówności. Potem szpachlowanie tych nierówności białą szpachlą epoksydową, potem lekkie szlifowanie i ponowne malowanie, ale już standardowo białą dwuskładnikową poliuretanową. Zrobiłem pokrywy do bakist (czekam jeszcze na prawidłowo zawiasy), także można powiedzieć, że kokpit jest na gotowo i czeka na zamontowanie osprzętu (gniazdo elektryczne, manetkę, dekle Holta). Pozostały do zrobienia jeszcze dwa boczne odpływy z bakist, bo tylne już zrobiłem, ale to zrobię później, bo szczerze powiem jeszcze nie mam ostatecznego pomysłu. Przyszły wreszcie materace z firmy Pacyfic (www.pacyfic.eu). 🙂 Są piękne !! I super leżą, wszystko tak jak chciałem, generalnie polecam współpracę z tą firmą, zero formalności, a końcowy produkt naprawdę z wysokiej półki. Przykleiłem i wykończyłem pokłady i półpokłady. Teraz czas na dokończenie kabiny.

 

 

 

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 41 prace wykończeniowe cd..

Koniec roku szkolnego, dzieci wyjechały 🙂 🙂 , a Ja po cichutku, po pracy, dzień w dzień, wieczór w wieczór, wiadomo gdzie. Weekendy też ! 🙂 Gdybym miał tyle czasu to zwodowałbym się po jednym roku ! 🙂 Ale co tam, trzeba ten czas co jest wycisnąć do maksimum. Zdjęć niestety nie za dużo, zazwyczaj po prostu zapominam.

Wzdłużniki pokładowe przyklejone. Sklejka w miejscu mocowania kabiny zukosowana (nie było łatwo, trudny dostęp). Pokład dziobowy i siedzenia w kokpicie przyklejone i wyczyszczone, czekają na laminowanie. Półpokłady przymierzone i przyklejone, czekają na laminowanie.